Dlaczego nigdy nie będę zawodowo zajmować się szkoleniem psów?

Uwaga: Przed ponowną publikacją rozwinęłam, sparafrazowałam i zredagowałam ten tekst odkąd ukazał się on pierwszy raz. W moim odczuciu nie zmienił on drastycznie swojego radykalnego wydźwięku, ale być może udało mi się bardziej precyzyjnie przekazać moje myśli.

Przed rozpoczęciem czytania tekstu przeczytaj:


Odkąd adoptowałam Ciri, a przez to siłą rzeczy bardzo zaangażowałam się w szeroko pojętą “pracę z psem” spotkałam się wręcz z pewnego rodzaju wymaganiem czy oczekiwaniem ode mnie, że skoro już “interesuję się psami” to “powinnam coś z tym zrobić” zawodowo. Bardzo wiele osób pyta mnie, czy/kiedy “zrobię kurs na behawiorystę” czy też zacznę “pracować z psami”.

Moja odpowiedź to: nigdy. Nie dlatego, że temat mnie nie interesuje (duh), ale mam ku takiej decyzji konkretne, przemyślane powody. Stanowisko, które przedstawię w tym tekście bardzo mocno łączy się z moją etyką.

Zacznijmy od tego, że to nie jest tekst o tematyce szkoleniowej, szczegółowo omawiający, porównujący czy krytykujący metody treningowe poszczególnych osób w sporcie czy na innych kursach. To nie jest nawet tekst oceniający poszczególne jednostki startujące w zawodach. To jest tekst o moim spojrzeniu na to, w jaki sposób nasze nastawienie do relacji człowieka z psami jako gatunkiem łączy się z komercjalizacją branży kynologicznej i wyborami konsumenckimi w niej (i dlaczego ja nie chcę być zawodowo obecna w tej branży).

Wracając do tematu. Nie będę kłamać, myśl o rozpoczęciu kształcenia się w kierunku “zawodu trenera” chodziła mi po głowie jeszcze z półtora roku temu, kiedy pierwszy raz zachłysnęłam się tym środowiskiem. To chyba bardzo popularny schemat – zupełny laik adoptuje swojego pierwszego psa. Pies okazuje się mieć mniejsze lub większe “problemy” – jest “reaktywny”, “nadpobudliwy”, ma problemy separacyjne, broni zasobów itp. Opiekun dokształca się, chcąc pomóc swojemu psu jak najlepiej (co mu się oczywiście chwali). Nagle pojawia się pomysł skończenia “kursu trenerskiego”, a potem “kursu na behawiorystę”, które to kursy na polskim rynku, nie oszukujmy się, są wątpliwej jakości.

W świetle tego, że nie ma w Polsce prawnych regulacji dotyczących zawodu trenera psów (czy jakkolwiek to nazwać) to zjawisko namnażania się kolejnych psich szkoleniowców jest co najmniej niepokojące. I nie są to zarzuty do konkretnych jednostek. Zakładam, że każdy czytając ten tekst jest w stanie rozważyć sobie w sumieniu, czy to, z czego żyje, jest fair wobec psów czy też nie. Dla mnie rozpoczęcie swojej działalności w tej branży byłoby wsparciem braku tych regulacji. Z jednej strony czekałoby mnie skończenie “kursu trenerskiego”, z którego jakości nie byłabym zadowolona, tylko dla papierka. Z drugiej praca bez tego papierka, czego też nie chciałabym robić.

Krótko mówiąc, nie chcę wspierać i nakręcać swoim potencjalnym biznesem (ani w ogóle swoją obecnością na tym rynku) tego, jak obecnie wygląda wykluwanie się większości nowych działalności w psiej branży. Co mam na myśli?

W ostatnich latach wykreowaliśmy ideę, która mówi, że każdy powinien iść z psem do psiej szkółki, ćwiczyć “podstawowe posłuszeństwo”, a ze szczeniakiem wybrać się na “psie przedszkole”. Nieistotne, że trening w tych szkołach będzie przeprowadzany w za dużych grupach i w zbyt małych przestrzeniach. Nieistotne, że sesja treningowa powinna trwać kilka minut, a tam trwa godzinę. Nieważne, że kryteria dla psów są za wysokie, a treningi doprowadzają je na skraj frustracji. Nikt nie przejmuje się tym, że nie posiada potrzebnych podstaw z analizy behawioralnej, żeby w ogóle przeprowadzić w poprawny sposób świadomy proces nauczenia czegokolwiek jakiegokolwiek zwierzęcia lub przeprowadzenia modyfikacji zachowania.

Jak pewnie wiecie, idea “posłusznego psa“, nauki komend czy w ogóle takiego nastawienia, że człowiek może “wymagać” czegokolwiek od psa jest mi obca. Owszem, trener może działać w celu nauczenia psa pewnych zachowań potrzebnych mu do życia z człowiekiem, ale z myślą, że prawdopodobieństwo wykonania tych zachowań przez psa zależy całkowicie od jakości przeprowadzenia procesu nauki, a nie od tego, czy pies się “słucha”. Uważam, że idea konieczności uczęszczania z psem na kurs “posłuszeństwa” jest po prostu sztuczna i nikt mi nie wmówi, że jakikolwiek pies potrzebuje takiego treningu przeprowadzanego z takim, a nie innym nastawieniem.

Niestety psie szkoły, które powstają i działają obecnie reklamują swoje usługi bazują na trafiających do opiekunów sloganach o grzecznych i posłusznych psach, co jeszcze mocniej umacnia wykreowaną potrzebę uczęszczania z psem na przeróżne treningi. Większość marketingu psich biznesów opiera się na przekonywaniu kolejnych opiekunów, że ich pies musi… [wstaw dowolne wyobrażenie człowieka na temat roli psa w jego życiu]

Problem w tym, że moje niepopularne podejście stoi w kontraście do usług większości psich biznesów w Polsce i jest mi ciężko je spopularyzować nawet edukując ludzi za darmo. Próbując z tego jakkolwiek wyżyć, prędzej bym głodowała niż skutecznie przekonała swoim potencjalnych klientów, że warto skupić się na procesie nauki i własnej edukacji niż na szybkich efektach.

Nie uważam, że się nie da prowadzić psiego biznesu efektywnie i etycznie – sama przecież korzystam z usług platformy, która sprzedaje dostęp do wiedzy i nie idzie przy tym na kompromisy (ale działa online i nie jest zbyt rozwinięta na polskim rynku). Po prostu ja osobiście nie mam środków finansowych i psychicznych, aby zaangażować się w taki marketing, który pozwoliłby na przekazywanie rzetelnej, naukowej wiedzy o zachowaniu i jednocześnie zarabianie na tym. Mimo, że edukacja poprzez tworzenie treści o ABA to moja pasja, nie chcę siedzieć w tym zawodowo.

Jako że nieodłączną częścią psiej branży są psie sporty to moim zdaniem ich obecność i popularność też wpływa na kreowanie potrzeby uczęszczania na wspomniane kursy posłuszeństwa lub treningów z pogranicza sportów prowadzonych amatorsko przez różne szkoły.

Uderzę tutaj w bardzo szeroką perspektywę i antykapitalistyczne oraz antynatalistyczne tony. Kto do tej pory obserwował mnie na Instagramie, ten na pewno kojarzy moje poglądy 😉 Są to przemyślenia wychodzące daleko poza psią branżę. Chciałabym zwrócić uwagę na to, że być może istnieje finansowa zależność między organizacją zawodów sportowych a hodowlą i sprzedażą psów (a w konsekwencji – liczbą psów bezdomnych, które są zabijane w schroniskach z powodu bezdomności). Na przestrzeni lat koegzystencji człowieka z psem powstały różne “pracujące” rasy psów mające pewne potrzeby. Z chęci spełnienia tych potrzeb u psów, które mają ograniczoną możliwość spełnienia ich poprzez “pracę”, zrodziły się pomysły na różne psie sporty. Ludzie chcą startować w tych sportach ze swoimi psami. Część z nich traktuje sport (niekoniecznie starty w zawodach) jako wspólną aktywność i partnerstwo, co jest generalnie w porządku. Ale warto zastanowić się głębiej nad tym, czy etycznym jest wykorzystywanie istnienia zwierzęcia innego gatunku i powoływanie go do życia specjalnie po to, żeby uzyskać coś dla siebie, jakieś spełnienie własnych ambicji. Zwłaszcza zakładając, że sam pies pojęcia dumy ze startu i wygranej nie posiada. Wydaje mi się, że istnienie psich sportów jest w dużej mierze w tym momencie podtrzymywane przez istnienie hodowli psów danych ras i vice versa, co mnie osobiście odrzuca. Jeśli psie sporty (a konkretniej oficjalne zawody i mistrzostwa, zwłaszcza te FCI) nagle przestałyby istnieć to z punktu widzenia mojej etyki miałoby to wyłącznie pozytywny wpływ na psy jako gatunek. Ciekawostka: chyba nie jest żadną nowością, że kapitalizm wspiera patriarchat, ale naukowcy_czynie z nurtu animal i gender studies pokusili się o podobne rozważania dotyczące opresji zwierząt i niedawno sama uczestniczyłam w spotkaniu na pokrewny temat.

Ponadto, bardzo wiele osób zajmujących się “rozwiązywaniem problemów behawioralnych” polega w swojej pracy na mentalistycznym podejściu zamiast na nauce i takie też podejście się obecnie sprzedaje bardziej niż naukowe spojrzenie na zachowywanie się organizmów, które jest bliskie mi. Klientom prawdopodobnie odpowiada to, że zamiast wykładu o procesach uczenia się i propozycji planu nauki psa poprzez errorless learning dostaną bajeczkę o “stracie” i “samokontroli”, bo wydaje im się to prostsze do zastosowania w codziennym życiu. Trener stara się dostosować do potrzeb klientów, więc nie czuje potrzeby uaktualniania swoich metod i wiedzy. I w ten sposób koło się zamyka, a psi rynek gratyfikuje mentalizm ponad naukę.

Ponownie – nie twierdzę, że to niemożliwe, ale sama chyba nie potrafiłabym się wypromować bez używania modnych słów takich jak rezygnacja, samoregulacja, autokontrola, motywacja, zaangażowanie, praca na emocjach czy komunikacja. A nie chcę ich używać, bo są niczym więcej jak konceptami i łatkami.

Przyszedł więc moment, kiedy uświadomiłam sobie, że edukacja ludzi na temat treningu i życia z psami to jest dla mnie po prostu aktywizm. Gdyby to było moje źródło utrzymania, nie mogłabym sobie pozwolić na pisanie pewnych rzeczy wprost, na kształtowanie swojej etyki w kierunku, w jakim chcę.

Podsumowując, pozostając przy aktywizmie nie wzmacniam swoim potencjalnym biznesem wystarczająco już skomercjalizowanej psiej branży i nie wspieram swoimi pieniędzmi słabych kursów trenerskich, które zrobiłabym tylko dla papierka. Rozumiem, że są biznesy i sportowcy, którzy decydują się na formę sprzeciwu wobec obecnego stanu rzeczy w branży, dokładając do niej swój etyczny biznes, jakąś formę protestu podczas startu w zawodach czy pokazanie, że da się trenować i startować etycznie. Dla mnie uczestniczenie w jakimś zjawisku, z którego systemową ideą się nie zgadzam byłoby walidacją tegoż zjawiska, więc wybieram inną drogę.

Zdjęcie tytułowe wykonane przez Asylum of Wind – Marcelina Dąbrowska.

Powiązane wpisy
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Agata
Agata
1 miesiąc temu

Dopiero niedawno trafiłam na Twój blog, kiedy to zaczęłam szukać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania oraz informacji odnośnie problemów, które pojawiły się w związku z adoptowanym przeze mnie kilka miesięcy temu psiakiem ze schroniska. Bardzo podoba mi się to, co piszesz, Twoje podejście, Twoja etyka w stosunku do zwierząt – pierwszy raz spotkałam się z takimi mądrymi i dojrzałymi przemyśleniami, które do mnie trafiają, a których niestety nie spotkałam u znajomych opiekunów psów. Od początku staram się jak najlepiej zrozumieć potrzeby mojego czworonoga i sprawić, aby jego życie ze mną było szczęśliwe, co nie jest łatwe zwłaszcza, że niewiele jest… Czytaj więcej »

Copy link
Powered by Social Snap