Dwa lata razem i co dalej? Czyli dlaczego nie mam planów i oczekiwań

Wczoraj minęły dokładnie dwa lata od adopcji Ciri z wrocławskiego schroniska. Dzień zaczęłyśmy od długiego spaceru nad rzeką z Marceliną i Bellą, a potem Ciri dostała śniadanko i masę prezentów. Myślę, że lepszych adopcin sobie wymarzyć nie mogła.

Rocznica to swego rodzaju czas na podsumowanie. W przypadku pracy z adoptowanym psem – byłoby to podsumowanie wspólnych postępów. Ja jednak w ostatnim czasie napisałam dwa podobne podsumowania (z okazji półtora roku razem i na koniec 2019 roku) i niewiele więcej mam do dodania. Muszę przyznać, że nie wiem, czy zrobię jeszcze takie podsumowanie ponownie.

Z jednej strony, gratyfikacja postępów w naszej pracy z psem, który ugryzł i wielokrotnie atakował człowieka (albo wykazywał inne niebezpieczne zachowania) jest bardzo ważna i daje kopa do dalszego działania. Zwłaszcza na początku takiego procesu, kiedy opiekunowi jest bardzo trudno i wielokrotnie myśli o poddaniu się (mówię z własnego doświadczeniu), warto doceniać i opisywać każdy niewielki sukces. Nie chcę tego negować. Jednak takie myślenie może mieć też ciemniejszą stronę medalu. I to na niej chciałabym się skupić w tym tekście.

Kultura szybkich rozwiązań

W psim świecie pragnienie szybkich rozwiązań (ang. quick fixes) jest jedną z przyczyn stosowania metod opartych na bólu, dyskomforcie i przemocy psychicznej i fizycznej. Mówię tu o metodach i narzędziach, których działanie opiera się na karze pozytywnej i wzmocnieniu negatywnym. Te dwie procedury zwykle działają w duecie, aby stłumić “problemowe” zachowanie. Skrajnym przykładem gloryfikowania takich działań będzie emitowanie w telewizji “metod” pewnego znanego Latynosa. Przychodzi, “rozwiązuje” problem z zachowaniem i odchodzi, a wszyscy żyją długo i szczęśliwie.

Ale naokoło roi się od mniej skrajnych przykładów, których sama padłam ofiarą na początku wspólnej drogi z Ciri (i opisałam to tu i tu). Nauczyłam się już, że nikt Wam nie powinien mówić, ile czasu zajmie zmiana zachowania Waszego psa, bo ten proces wcale może nie mieć jednoznacznego końca.

Jeśli ktoś chwali się, że w pół roku “rozwiązał” zachowania agresywne u psa to zapala mi się czerwona lampka. Jeśli okazuje się, że w tym procesie używał dławika czy obroży elektrycznej, mam ochotę wykrzyczeć “a nie mówiłam?!”. To jest po prostu nieetyczne, koniec i kropka.

Wolę pracować zgodnie z obowiązującymi obecnie w pracy z psem standardami etycznymi i po pół roku wciąż robić jeden krok do przodu i dwa w tył, niż pracować nieetycznie i cieszyć się tym, jakiego mam “zrobionego” psa.

Bo od efektu końcowego ważniejszy jest proces i droga, którą do tego efektu dochodzimy. A kultura szybkich rozwiązań mówi nam dokładnie coś odwrotnego. I to nie tylko w psim świecie.

Powyższe zdanie towarzyszy mi nie tylko w kontekście pracy nad zachowaniami agresywnymi u Ciri, ale również w sesjach treningowych skupionych na treningu medycznym czy fitnessie. Zresztą, czym się różni jedno od drugiego? 🙂 Zasady uczenia się, które rządzą zachowaniami agresywnymi są takie same, jak w przypadku szlifowania siadu z nieruchomym tyłem… ale o tym innym razem 🙂

Kiedy jesteśmy zbyt mocno nastawieni na nasz plan, na nasze oczekiwania i terminy, możemy być bardziej skłonni uciekać się do metod nieetycznych. I moim zdaniem dotyczy to nie tylko pracy z psem “w życiu codziennym” czyli agresji, odwołania od zwierzyny i tak dalej. Wyobrażam sobie, że dotyczy to również obszarów takich jak sport. Ucząc zachowań potrzebnych do sportu z konkretnym terminem startu w zawodach z tyłu głowy, możemy być bardziej skłonni, aby iść na skróty. I nie mówię tu koniecznie o kolczatkach czy dławikach, ale np. o przeskakiwaniu kryteriów zbyt szybko. Kiedy przeskakujemy kryteria, pojawia się niezrozumienie zadania przez psa i jesteśmy już tylko krok od niepotrzebnej presji psychicznej i frustracji (zarówno naszej, jak i psiej).

Kultura szybkich rozwiązań sugeruje nam, że praca nad jakimś zachowaniem to zamknięty proces, który ma swój początek i zakończenie. Tymczasem wcale nie musimy tak o tym procesie myśleć. Możemy ciężko pracować nad jakimś zachowaniem naszego psa, jednocześnie nie mając w głowie tego, że kiedy nasz pies już przejdzie magiczną przemianę to będzie “naprawiony”. Możemy zaakceptować, że być może ten proces nigdy się nie zakończy.

“Projekt pies”

Też wpadłam w tę pułapkę na początku pracy z Ciri. Traktowałam swojego psa jak robocika, którego stopniowo mogę sobie zaprogramować tak, żeby działał idealnie. Miałam wypisaną listę zachowań, które Ciri miała opanować w zadanym terminie. Były tam zachowania takie jak: niereagowanie (sic! “Nierobienie” czegoś nie jest zachowaniem) na dźwięki domofonu, wpuszczanie wszystkich ludzi do domu, pozwalanie się głaskać każdemu (!), spacerowanie z podniesionym ogonem przy ruchliwej ulicy czy jeżdżenie pociągiem. I terminy takie, jak: miesiąc, trzy miesiące, pół roku. Mam ochotę zaśmiać się sobie z przeszłości w twarz.

Po dwóch latach mogę powiedzieć, że z tej listy nie mamy zrobionej chyba ani jednej rzeczy do końca. A kto mnie trochę zna, ten wie, że to nie jest tak, że pracuję z Ciri tylko “od wielkiego dzwonu” czy “raz na ruski rok”.

Pies to nie jest nasz szkolny projekt który musimy skończyć w zadanym terminie. To jest żyjąca, myśląca i czująca istota. Istota, która uczy się w swoim tempie, a pewne ograniczenia fizyczne, zdrowotne czy genetyczne powodują, że być może pewnych zachowań nigdy nie uda nam się zmienić albo nie uda się to w danym środowisku, którym dysponujemy. Uświadomienie sobie tego faktu i jego akceptacja jest kluczowa dla naszej dalszej pracy i relacji z psem. Oczywiście, czasem zdarza się tak, że z tego powodu np. musimy poszukać psu nowego domu. Mam tu na myśli głównie domy z dziećmi.

To temat na osobny wpis, ale wymagamy od naszych psów zbyt dużo rzeczy, które nie leżą w ich naturze, którym one nie mają szansy sprostać. I temu jest winne między innymi właśnie takie podejście, że pies dany pies może zostać “zrobiony” czy “naprawiony” czy “wytrenowany” według naszych standardów.

Drobna anegdotka: był taki moment, kiedy przeżywałam fascynację psimi sportami i myślałam, że miarą i ukoronowaniem naszej wspólnej pracy byłby start w zawodach. Ponownie, śmieję się ówczesnej sobie w twarz.

Teraz w pracy z Ciri staram się skupiać przede wszystkim na tym, co mogę zrobić “tu i teraz”, żeby było nam lepiej (i zazwyczaj sprowadza się to do zarządzania środowiskiem). Nie myślę już o tym, co będzie za pół roku, za dwa lata, czy za pięć. Nie ukrywam, że bardzo wpływa na mnie czytanie o chorobach i śmierci zwierząt wokół mnie. Prawda jest taka, że przestało się dla mnie liczyć tak bardzo to, czy Ciri za x miesięcy/lat bez mrugnięcia okiem pozwoli wejść mojemu tacie do domu, skoro za kilka lat może jej ze mną nie być. Przecież ona nie jest ze mną po to, żebym coś w niej naprawiła.


Mam nadzieję, że nie odpłynęłam w tym tekście za bardzo od tematu i być może dam nim komuś z Was choć trochę do myślenia. Uprzedzając zarzuty, jakie mogą się pojawić – nie, nie jestem przeciwko pracy ani treningowi z psem i zupełnie nie o to chodzi w tym wpisie. Nie chodzi też o brak jasnych kryteriów w sesji szkoleniowej, podczas nauki jakiegoś zachowania – kryteria muszą być jasne, musimy wiedzieć, co chcemy wzmacniać w danej sesji i nie ma to nic wspólnego z nakładaniem na psa oczekiwań, bardziej z podążaniem za nim w procesie nauki.

Swoją drogą, chciałabym się Wam pochwalić, że przetłumaczyłam na język polski świetny tekst Sarah Owings o “samokontroli”. Bardzo się cieszę, że w końcu mogę polecić coś w języku polskim do poczytania na ten temat!

W komentarzach czekam przede wszystkim na życzenia adopcinowe dla Ciri, ale możecie też dać znać, co myślicie o wpisie 🙂

Zdjęcie tytułowe wykonane przez Asylum of Wind – Marcelina Dąbrowska.

Powiązane wpisy
6 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Alicja
Alicja
11 miesięcy temu

Wszystkiego najlepszego dla Ciebie i Ciri – niech Wasza relacja kwitnie dalej! Dzięki bardzo za to tłumaczenie, mam wielką nadzieję, że przetłumaczysz również część drugą.

martyna
martyna
11 miesięcy temu

Pięknie napisane! Życzę Wam wielu, wielu kolejnych wspólnych rocznic 🧡

Danuta
Danuta
11 miesięcy temu

Najlepsze życzenia dla Ciebie i Ciri, wielu ciekawych i szczęśliwych lat.

Copy link
Powered by Social Snap