Ciri Piri i pandemiczny rok, czyli podsumowanie 2020

Od około dwóch tygodni nosiłam się z zamiarem napisania tekstu z okazji końca 2020/początku 2021. Miałam jednak trudniejsze chwile. W skrócie, w ostatnich tygodniach roku Ciri przeżywała jakiś regres, jest ciągle poirytowana i niespokojna. Niepokoją mnie też pewne rzeczy w jej zdrowiu (już jesteśmy umówione na diagnostykę). Prawie codziennie zamartwiam się, czy jedno z drugim się łączy, czy naprawdę jest na coś chora i czy naprawdę tak dużo gorzej się zachowuje, czy mi się tylko wydaje.

Dobra, dosyć smęcenia. Zapraszam Was na podsumowanie ubiegłego roku z naszej perspektywy. Dla własnego zdrowia psychicznego będę się skupiać głównie na rzeczach, które nam się udały i na ważnych wydarzeniach, które zmieniły coś w naszej codzienności (a zmieniło się sporo!).

Cele na 2020 rok

Na początku roku postawiłam sobie kilka konkretnych i łatwo mierzalnych celów. Wiadomo, na pracę z Ciri nie stawiam sobie deadlinów, więc nie były to cele dotyczące jej zachowania, a raczej moje plany dotyczące rozwoju i naszego życia. Dwa z czterech celów uważam za spełnione, co uznaję za niezły wynik w roku, w którym wszystko poszło nie tak.

RTG kręgosłupa i łapek

Zrobiłyśmy RTG kręgosłupa piersiowego dla pewności, czy nic tam przypadkiem jej nie boli (kręgosłup L-S i biodra miałyśmy już zrobione jakiś czas temu). Nie widziałam w końcu sensu prześwietlania łap, ale za to zrobiłyśmy USG jamy brzusznej i zdjęcia klatki piersiowej. Wszystko wyszło idealnie. Także cel uważam za osiagnięty.

Wyjechać razem z psem na wakacje

No cóż, nie wyszło. Z trzech powodów. Jednym z nich oczywiście jest pandemia. Pozostałe dwa (o których napiszę jeszcze więcej) to przeprowadzka do nowego mieszkania i zostanie domem tymczasowym dla kotów. Nie było opcji, żebym po stresie związanym z przeprowadzką dołożyła Ciri stres związany z wyjazdem.

Udział w seminarium Capry/Minunno/Garfangoli

Nie, ponieważ zmieniłam swoje poglądy i nie uważam ich za autorytety, a ich seminariów za wartościowe.

Udział w kursie Cooperative Husbandry Training na Tromplo

To był jeden z celów, który wpisałam na listę jako łatwy do spełnienia i nie myliłam się. Wzięłyśmy udział w tym kursie, a także w 12 innych kursach na Tromplo w 2020 roku. W siedmiu z nich uczestniczyłam w wersji Premium i w pięciu jako obserwator (Auditor). Każdy jeden był wartościowy, ale jeśli miałabym wskazać moje ulubione, byłyby to:

  • Cooperative Husbandry Training, Iris Castaing
  • Control is An Illusion, Sarah Owings
  • Trust Code, Sarah Owings
  • Shaping Canine Fitness, Camille Nyugen

Najważniejsze dla nas chwile 2020 roku

Na tej liście umieściłam za równo stresujące zmiany czy wydarzenia neutralne dla Ciri, jak i pozytywne momenty i postępy (chociaż, jak pisałam w tym tekście, nie chcę już tworzyć szczegółowych podsumowań). Będzie tu też trochę prywaty, nie wszystko bezpośrednio wiąże się z Ciri.

Przeprowadzka

W marcu nieszczęśliwie i niespodziewanie zmarł mój dziadek, zostawiając duże, trzypokojowe mieszkanie na drugim końcu miasta. To oznaczało dla nas duże zmiany. Jeszcze rok temu myśl o tym, że zakończę “przygodę” z wynajmem, czekają mnie remontowe decyzje i przeprowadzka z Ciri do nowego miejsca, byłaby absurdalna. Remont najważniejszych pomieszczeń, częściowo robiony przez ekpię, a częściowo robiony przeze mnie i mojego niezastąpionego tatę, trwał trzy miesiące. Przeprowadziliśmy się z końcem czerwca.

Jak Ciri to zniosła? Chyba w wielu aspektach lepiej, niż się spodziewałam. Źle znosiła miesiące przed przeprowadzką, kiedy randomowo znikałam na pół dnia, żeby malować boazerię i składać kuchnię z Ikei, a do tego po naszym ówczesnym mieszkaniu walały się kartony i np. wielkie pudło z nowym zlewem leżące w miejscu, w którym Ciri zwykle lubiła odpoczywać. O dziwo, spacery w nowym miejscu przez jakiś czas po przeprowadzce nie były problemem, potem w sierpniu zaliczyłyśmy regres spacerowy, a potem znów było dobrze.

Jeśli chodzi o samo mieszkanie to kiedy Ciri już ogarnęła, że to nowy dom, tu jest bezpiecznie i zostajemy tu na stałe, powoli się uspokoiła. Po przeprowadzce były upały, więc ciężko mi stwierdzić, kiedy dyszała ze stresu, a kiedy z gorąca.

Nowe miejsce ma swoje wady i zalety w stosunku do poprzedniego (patrząc głównie z perspektywy, co jest dobre dla Ciri). Na przykład, na klatce schodowej jest głośna winda, której Ciri się boi. Nawet nie próbujemy do niej wsiadać, ale sam hałas jak jedzie obok, a nawet jak słychać ją z korytarza, kiedy jesteśmy w mieszkaniu, bardzo stresuje Ciri.

Przeprowadzkę oceniam oczywiście na plus. Nie ma nic lepszego, niż mieszkanie, za które nie trzeba płacić połowy swojej wypłaty, w którym czujemy się bezpiecznie i stabilnie. Ciri na pewno przeżyła pewien stres i szok ,który być może wciąż wpływa na jej zachowanie, ale zrobiłam co w mojej mocy, aby czuła się jak najlepiej.

Dom tymczasowy dla kota (kotów)

Kiedy w marcu wylądowałam na pracy zdalnej z powodu pandemii, rzuciłam szaloną myśl – weźmy kota (albo psa) na dom tymczasowy! Stwierdziłam, że najwyżej będziemy go ciągle izolować od Ciri. Najwyżej będzie u nas tylko dopóki pracuję zdalnie, czyli dwa tygodnie (o losie, to “dwa tygodnie” trwa do teraz). I tak przyszedł do nas Pimpek z Fundacji Koci Zakątek.

Pimpek

Pimpek był kotem wolnożyjącym. Trafił do fundacji z powodu trudno gojącej się ranie na łapce. Kiedy do nas trafił, miał podejrzenie raka kości i był dzikim, syczącym, warczącym i walącym pazurami na oślep stworzeniem.

Ostatecznie, po długiej diagnostyce okazało się, że ma chłoniaka układu pokarmowego i zostanie u mnie do śmierci. Uśpiliśmy go 30 listopada z powodu złego stanu spowodowanego postępującą chorobą.

Pimpuś nauczył mnie pokory. Część jego zachowań była niesamowicie uciążliwa i wyraźnie spowodowana bólem i chorobą. Był niesamowitym żarłokiem. Mimo nowotworu, jadł tyle co dwa koty o jego wadze i jeszcze było mu mało. Miauczał niemiłosiernie głośno, dużo i bez przerwy. Kiedy przynosiłam mu miskę, rzucał się na nią pazurami, raz poważnie uszkadzając mi żyłę na ręce (było to dość bolesne i traumatyczne dla mnie, ale teraz jest zabawną anegdotką).

Był jednak jedyny w swoim rodzaju. Dziki kot, który po tygodniu pobytu u mnie wyszedł z kennela i zaczął się o mnie ocierać, mrucząc. Robił niesamowicie szybkie postępy jak na dzikusa. Największe postępy zrobił chyba po przeprowadzce, kiedy zaczął mi wchodzić na kolana i spać na kanapie, a nawet wskakiwać na nasze łóżko. Jednocześnie, prawdopodobnie przez stan zdrowia, do końca życia w niektórych sytuacjach uciekał, próbował gryźć czy syczał przestraszony.

Na pewno jesteście ciekawi, jak kota przywitała Ciri. Nie będę ukrywać – oboje nie przypadli sobie do gustu. Pimpek kilka razy nasyczał na nią, grożąc jej łapą, czym bardzo ją przestraszył, a ona szybko zaczęła mu się odwdzięczać, dystansując go szczekaniem w różnych sytuacjach.

Przyznam, że nie zarządzałam ich kontaktami zbyt dobrze na początku ich relacji. Później izolowaliśmy ich przez większość czasu, używaliśmy bramek w drzwiach, jednak Pimpek nauczył się je pokonywać. Między nimi też zrobiło się lepiej po przeprowadzce, częściej pozwalałam im na kontakty i w momencie, kiedy było najlepiej Pimpek niestety odszedł.

Na zawsze zostanie mi w pamięci jako kot wyjadający kopytka z garnka i wylizujący patelnię po tofu po koreańsku albo wegańskim spaghetti.

Grubson

Kilka dni po śmierci Pimpka zobaczyłam ogłoszenie Burusia Grubsona (teraz już wiem, że “buruś” to opisanie umaszczenia, ale wtedy myślałam, że ma dwuczłonowe imię i było to niezmiernie śmieszne). I tak Grubson trafił do nas tydzień po odejściu Pimpka.

Grubson zaszył się w najgłębszym zakamarku pokoju i nie reagował na nic. Było z nim dużo gorzej niż z Pimpkiem. Po dobie zaczął sikać w kuwecie, ale nie zrobił kupy chyba przez kilka kolejnych dni. Jadł tylko, jak nikogo nie było w pobliżu. Po tygodniu takiego stanu rzeczy zrobiliśmy przemeblowanie w pokoju, żeby pozbyć się zakamarków i Grubson, niestety trochę zmuszony, ale musiał wyjść do ludzi (zostały mu kryjówki w drapaku i pod komodą). Okazał się typem kota, który przestraszony zamiast walczyć o życie pazurami (jak Pimpek) przywiera ze stresu do ziemi i zamarza.

Grubson robi postępy, ale dość wolno. Powoli chyba zaczynam docierać do jego serduszka, a droga do niego, jak się okazało, nie prowadzi przez jedzonko, tylko przez zabawy wędką. Wciąż nie nawiązał relacji z moim partnerem. Dopiero co zaczął być bardziej aktywny i eksplorować resztę mieszkania poza “swoim” pokojem. Zaczyna się do mnie delikatnie łasić, kiedy nakładam mu jedzenie.

Jak z Ciri? Póki co, zdecydowanie wygląda to lepiej niż z Pimpkiem, a i ja więcej wiem i lepiej ich do siebie przyzwyczajam. Do tej pory Ciri naszczekała na niego trzy razy, kiedy się do niej za bardzo zbliżył. Codziennie karmię ich obok siebie, z bramką pomiędzy. Myślę, że zmierza to w dobrym kierunku.

Nie wiadomo, ile Grubson u nas zostanie i kiedy zacznie szukać domu. Na razie czeka go zabieg sanacji jamy ustnej i dalsza socjalizacja.

Wspólne spacery z innymi psami

Muszę przyznać, że wspólne spacery Ciri z innymi psami (a moje z innymi ludźmi) to coś, co zrobiło mi cały rok. Wszystko zaczęło się w styczniu od spaceru z Bellą i Marceliną (@dawajjedzonko) i potem chodziłyśmy na spacery (także z drugim psem Marceliny, Loganem) z regularnością średnio jednego na miesiąc. Nasze psy się przez te pandemiczne miesiące niesamowicie dotarły, a najwięcej na tym zyskał chyba dorastający Logan, którego zachowanie zmieniło się o 180 stopni.

Byłyśmy też dwa razy na spacerze z Mają i Korą (@niesamowitykaktus) i koniecznie musimy to powtórzyć, bo Kora ma w sobie pokłady spokoju i delikatności, co czyni ją doskonałą partnerką dla Ciri. Dziewczyny po jednym spotkaniu wyglądały, jakby znały się całe życie. Niestety suczki nie mają razem zdjęcia i musimy to nadrobić!

Strasznie się cieszę, że w ciągu tego trudnego roku miałyśmy jedną rzecz, na którą zawsze mogłyśmy liczyć, czyli niezawodnych towrzyszy i towarzyszki spacerów. Ciri naprawdę nigdzie nie czuje się lepiej niż na spacerze z psim kompanem.

Sesja zdjęciowa z Asylum of Wind

W lutym dzięki Marcelinie (Asylum of Wind) wzięłyśmy z Ciri udział w sesji zdjęciowej. Oczywiście strasznie się zamartwiałam, że Ciri nie umie pozować (chociaż założenie sesji było takie, że będzie niepozowana), nie umie przystawać w miejscu na spacerach albo będzie się bała Marceliny i aparatu. I zupełnie niepotrzebnie, bo Marcelina pomagała nam się odnaleźć przed obiektywem i znaleźć balans między pozowaniem a naturalnością. To doświadczenie mega podbudowało moje zaufanie do Ciri i mamy niepowtarzalną pamiątkę – zdjęcia, do których cały czas wracam.

Mój wyjazd nad morze z dziewczynami

We wrześniu wybrałyśmy się z Karoliną i Gosią nad morze na zaproszenie Agnieszki. Jak na pewno wiecie, dziewczyny zawodowo zajmują się psami, więc nie jest to aż taka totalna prywata 😛 A to były moje pierwsze wakacje od trzech lat i chociaż pojechałam na nie bez Ciri to samej udało mi się naładować baterie w pięknym miejscu i w dobrym towarzystwie. W towarzystwie, w którym rozmowom o psach i analizie behawioralnej nie było końca. No i co najważniejsze, poznałam Czkawkę, bullterierowego szczeniaczka Gosi i psy Agnieszki, sobowtóry Ciri.

Trening medyczny

Morze i nie śmigamy z treningiem medycznym jeszcze u weterynarza, ale rok temu o tej porze nie miałyśmy jeszcze zrobione zupełnie nic z kooperacyjnego treningu medycznego. A dzisiaj robię Ciri udawane zastrzyki, osłuchuję ją stetoskopem i zakładam jej stazę (opaskę uciskową do pobierania krwi) za jej zgodą. Zobaczcie sami!

Co nam nie wyszło w 2020 roku?

Muszę przyznać, że największą porażką ubiegłego roku były moje bezsensowne próby odstawienia klomipraminy, czyli leku przeciwdepresyjnego, który dostaje Ciri od kwietnia 2019. Nie wiem co mi strzeliło do głowy, ale pierwszą próbę zmniejszenia dawki podjęłam jakoś późnią wiosną, kiedy przecież za kilka tygodni czekała nas stresująca przeprowadzka. Potem jednak poszłam po rozum do głowy i zwiększyłam dawkę, a potem zaczęłam znowu zmniejszać po przeprowadzce. Efekt był taki, że odstawiłam lek na miesiąc przed Sylwestrem, co znowu uznałam za głupi pomysł i po dwóch tygodniach znowu wróciłam z klomipraminą… Zwiodło mnie to, jak Ciri dobrze się zachowywała na początku roku i uznałam, że na pewno już nie potrzebuje wsparcia farmakologicznego. Nigdy nie będę wiedzieć czy czułaby się lepiej przez ostatnie miesiące gdybym nie kombinowała z dawkami leku.

Dlaczego 2020 uważam za mniej udany pod względem postępów?

Biorąc pod uwagę wszystkie czynniki – przeprowadzka, nowi lokatorzy w domu (koty), kombinowanie z lekami, pandemia – uważam ten rok za mniej udany pod względem modyfikacji zachowania Ciri, niż poprzedni. Ale przy tym nie uważam, że brak poprawy, czy pogorszenia zachowania Ciri pojawiły się jakoś “znikąd”. Pomijając najbardziej stresujące zmiany, ja zaczęłam pracować z domu, co oznacza, ze Ciri jest ze mną 24 godziny na dobę. Po pierwsze, z tego powodu pojawiły się nam problemy separacyjne. Po drugie, ja na pewno zauważam jej zachowania, które mnie irytują czy niepokoją dwukrotnie bardziej w ciągu dnia, niż kiedy wychodziłam na 9 godzin do pracy. Pandemia to dla niej całkowita zmiana rutyny, a przeprowadzka to całkowita zmiana otoczenia.

Koci lokatorzy na pewno sprawili, że Ciri czuła się przynajmniej na początku mniej bezpiecznie we własnym domu.

Do tego wszystkiego z oczywistych powodów mieliśmy dużo mniej okazji do pracy z gośćmi w domu i teraz ciężko mi do tego wrócić. Jak ktoś do nas wpada, zamykam Ciri w pokoju albo puszczam luzem i proszę gości, aby nie wstawali. Rozleniwiłam się i przestałam z nią ćwiczyć.

Na spacerach również się rozleniwiłam. Dużo gorzej reaguję na trudne dla Ciri sytuacje, triggery, gorzej ogarniam smycz i odwracanie uwagi smakołykami. O jakiejś konkretnej pracy nad zachowaniem na spacerach to nawet nie wspomnę.

Dlatego myślę, że 2020 był dla nas subiektywnie “gorszy” niż 2019. Długo wypierałam tą myśl, kiedy zbliżał się koniec roku. Nie dlatego, że nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale raczej nie potrafiłam tego zaakceptować. Nie umiałam przyjąć do wiadomości, że to jest okej, że tak wygląda po prostu normalne życie z psem. Nie jesteśmy w stanie pracować nad ciągłą poprawą bez przerwy od trzech lat i zamartwiać się brakiem tej poprawy.


I to by było na tyle. Jak widzicie, Ciri nie miała lekko w tym roku pod względem różnych wrażeń i zmian i myślę, że wiele osób mogłoby się z nią utożsamić w tej pandemicznej rzeczywistości. Mnie samą wiele rzeczy przez ostatnie 9 miesięcy zaskoczyło i przerosło, a widzę to chyba dopiero teraz, kiedy podsumowałam sobie ten rok. Do tej pory myślałam o tym okresie trochę jak o odpoczynku – z racji, że nie muszę chodzić do biura. Teraz widzę, że wcale niekoniecznie był to dla odpoczynek – i ponownie, wydaje mi się, że wiele osób się ze mną utożsami.

Tak czy inaczej – życzę Wam wszystkiego dobrego w nowym roku. Mam nadzieję, że odnajdziecie swój spokój, niezależnie od tego, ile ta nasza nowa rzeczywistość jeszcze potrwa.

Powiązane wpisy
Subskrybuj
Powiadom o
guest
9 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Iwa
Iwa
2 miesięcy temu

Hej! Zauważyłam, że od jakiegoś czasu umilkłaś na instagramie, a dziś odkryłam, że po prostu masz profil prywatny i chyba zostałam usunięta z obserwujących. Czy teraz na swoim Instagramie masz tylko treści prywatne? Czy akceptujesz follow tylko od osób, które osobiście znasz?

Katarzyna Zajd
Katarzyna Zajd
2 miesięcy temu

Cześć 🙂
Bardzo wartościowe jest dla mnie to, że oprócz wiedzy, jaką się dzielisz, potrafisz wyliczyć swoje porażki. Takich opiekunów /opiekunki mogłabym zliczyć na palcach jednej ręki. Psy nas wiele uczą i warto jest się liczyć się z ich potrzebami i wypływającymi od nich sygnałami.
Cieszę się, że mogę czytać Twoje wpisy. Życzę Ci na Nowy Rok, byś nie przestawała być taka odważna. Kto, jak nie Ty, Karolina i Agnieszka merytorycznie nie przeciwstawi się archaicznym i szkodliwym metodom pracy z psem? Wyrazy szacunku!

Alicja
Alicja
1 miesiąc temu

Mogłabyś napisać coś więcej o tym, dlaczego nie są już Twoimi autorytetami?

Karolina
Karolina
1 miesiąc temu

Dlaczego ograniczyłaś spacery z innym psem tylko do 1 w miesiącu, skoro Ciri jest podczas nich szczęśliwsza?

Jarosław Wilk
1 miesiąc temu

Uwielbiam Pani wpisy, świetnie się je czyta i przegląda! Ekstra! Pozdrawiam 🙂

Copy link
Powered by Social Snap