To my jesteśmy dla psów, a nie na odwrót, czyli o mojej etyce w stosunku do psów

Rozmawiając ostatnio z koleżankami na temat tego, jak wiele mitów i błędnych przekonań o prawidłowym treningu zwierząt błąka się w internecie i wśród części osób pracujących z psami, doszłyśmy do wniosku, że główny problem polega na tym, że etyka niektórych osób zupełnie mija się z naszą. Albo inaczej. Te osoby swojej etyki prawdopodobnie w ogóle nie mają (oczywiście nie jestem w stanie stwierdzić, co drugi człowiek ma w głowie, ale wszystko na to wskazuje). Oczywiście, istnieją jakieś absolutne podstawy, jak to, że psa się nie kopie i nie bije. Myślę, że w dzisiejszych czasach uznawanie tak elementarnej empatii za swoją etykę to po prostu za mało. Zresztą, z małej precyzyjności stwierdzenia o “nie biciu” wynika kwestia kwestia niedopowiedzeń pt. “czy klaps to już bicie czy może tylko na zimno wymierzona kara?”. Generalnie zdaje się, że nie wszyscy określają sobie, jakie założenia leżą u zupełnych podstaw ich życia i treningu ze zwierzęciem.

Ja takie założenia w tym momencie mam i zamierzam Wam przedstawić w pewnego rodzaju manifeście. To nie jest tak, że ja tą etykę po prostu miałam od zawsze. Nauczyłam się jej, najbardziej intensywnie przez ostatnie miesiące (także obserwując inne osoby i przyjmując ich poglądy jako tożsame z moimi). Jestem pewna, że to jeszcze dużo nauki i doskonalenia tej etyki przede mną.

Biorąc pod uwagę, że nie mam dużej wiedzy ani doświadczenia w tematach zwierząt egzotycznych, dzikich, gospodarskich itp. będę opisywać moją etykę na przykładzie stosunku do psów.

To my jesteśmy dla psów, a nie na odwrót

Absolutnie najbardziej podstawowe założenie, które determinuje całość moich decyzji związanych z posiadaniem psa to, że ja jestem dla psa, a nie on dla mnie.

Nie ma żadnego obowiązku posiadania psa (ani adopcji ani zakupu). Jeśli decyduję się na psa to akceptuję w całej rozciągłości to, co przeszedł wcześniej, skąd pochodzi, jakie “popędy” ma w genach.

To człowiek doprowadził do tego, jaką rolę psy spełniają w dzisiejszym społeczeństwie i jakie cechy mają konkretne rasy. Człowiek doprowadził do bezdomności. Dlatego każe “problemowe” z naszej perspektywy zachowanie psa będzie winą człowieka. Nie konkretnej osoby, tylko człowieka w ogólności. Będzie ono winą człowieka albo dlatego, że jest naturalne dla psa i tylko w obecności człowieka jest postrzegane jako problemowe, albo dlatego, że człowiek sam je u danej rasy wyhodował, wzmocnił, a następnie wielu ludzi postanowiło wesprzeć tę hodowlę swoimi pieniędzmi, kupując zwierzę z danymi cechami. Oczywiście, będzie też winą człowieka, jeśli dane zachowanie pojawiło się lub wzmocniło z powodu zaniedbań, braku spełnienia potrzeb czy też znęcania się.

Z wyżej wymienionych powodów nie ma takiej siły, która przekonałaby mnie do tego, że użycie obroży elektronicznej, elektrycznej czy też “stymulacji psa impulsami” (jak to pięknie niektórzy opisują) albo jakiegokolwiek innego narzędzia zatrzymującego zachowanie (dławik, kolczatka, smycz behawioralna, obroża antyszczekowa) jest uzasadnione czy etyczne w jakimkolwiek przypadku. Jako ludzkość, musimy wziąć odpowiedzialność za psy, które gonią zwierzynę, szczekają, gryzą, atakują, uciekają, ciągną na smyczy, zjadają śmieci i wyją, kiedy wychodzimy z domu. Wyzbądźmy się w końcu konstruktu “posłuszeństwa” w kontekście naszych psów.

Co dla mnie oznacza, że biorę odpowiedzialność za pojawienie się tych zachowań? Otóż to, że w treningu staram się używać (w takim stopniu, na jaki pozwala mi środowisko i warunki) tylko i wyłącznie wzmocnienia pozytywnego. Nie chcę stłumić siłą, dyskomfortem, bólem, “stymulacją” czy “stratą” (kara negatywna) zachowań, za które biorę odpowiedzialność. Tylko za pomocą wzmocnienia pozytywnego mogę umieścić w repertuarze zwierzęcia nowe zachowania bez uprzedniego dodawania awersyjnych bodźców (wzmocnienie negatywne).

Swoją drogą, zastanawiam się, ile psów wykazujących “problemy separacyjne”, “reaktywność”, “agresję” czy “nadpobudliwość” dostaje codziennie prądem za swoje zachowanie, a za tymi zachowaniami stoi niezdiagnozowany problem medyczny. Wiele osób w tym momencie stwierdzi, że bada swoje psy regularnie. Zdaję sobie sprawę, że badanie krwi, USG jamy brzusznej czy RTG układu ruchu w większości wyklucza problemy medyczne związane z bólem, ale… moim zdaniem nigdy nie możemy być pewni. Weterynarze bardzo niechętnie zgadzają się na wprowadzenie środków przeciwbólowych w celu sprawdzenia, czy zachowanie się poprawi przy ich podawaniu. Nie wszyscy opiekunowie mają środki na badania takie jak rezonans czy tomograf. Z własnego doświadczenia wiem, że nawet diagnoza niedoczynności tarczycy nie jest taka prosta, jakby się mogło wydawać. Ostatnie badania donoszą, że nieprawidłowości w mikroflorze jelitowej mogą być przyczyną zachowań agresywnych czy zaburzeń pamięci. Ból jest prawdopodobnie przyczyną niepożądanych zachowań częściej niż myślimy (polecam przeczytać opracowanie podlinkowanych badań na Move Your Paws). Przepraszam, ale ten temat zawsze wywołuje we mnie wkurwienie. AWERSYJNY/ZBALANSOWANY/JAK ZWAŁ TAK ZWAŁ TRENERZE ZACHĘCAJĄCY NIEŚWIADOMYCH OPIEKUNÓW DO WALENIA PSA PRĄDEM! CZY MASZ STO PROCENT PEWNOŚCI, ŻE TEGO PSA NIC NIE BOLI? Możliwość, że tego psa jednak boli to jest dla mnie szczyt braku etyki. Jak śmiesz?

To jest w ogóle jakiś cholerny szczyt antropocentryzmu, że uważamy, że mamy jakieś prawo razić zwierzęta prądem/podduszać/wbijać kolce w szyje tylko dlatego, że jesteśmy ludźmi, a one prezentują zachowania charakterystyczne dla zwierząt. Jak to się stało, że bierzemy pod swoje dachy zwierzęta z ostrymi zębami i dziwimy się, że używają ich, kiedy są wprowadzane w sytuacje, które nie są dla nich naturalne? Jak w ogóle możemy osądzać ich zasadność użycia tych zębów i zasadność innych zachowań agresywnych, patrząc tylko z naszego ludzkiego punktu widzenia? TO MY JESTEŚMY DLA NASZYCH PSÓW, A NIE NA ODWRÓT.

W tym momencie chciałabym bardzo wprost zaznaczyć, że nigdy nie kupię psa i to również jest część mojej etyki. Czy adopcja psa jest dla każdego? Oczywiście, że nie. Nie każdy musi mieć psa. To, że z powodu małych dzieci czy jakiegokolwiek innego powodu ktoś się boi zdecydować na adopcję psa, nie daje mu przyzwolenia na jego zakup. Nie musisz mieć psa. Jeśli ktoś kupuje psa to kieruje się tylko własną egoistyczną potrzebą jego posiadania i słodkimi wyobrażeniami o wspólnie spędzonych chwilach. Ten kupiony przez kogoś szczeniak nie urodziłby się, gdyby nie popyt na niego. Nie potrzebujemy w tym momencie więcej istot na ziemi – ani zwierząt domowych, ani ludzi (tak, antynatalizm bardzo, zwłaszcza ten zwierzęcy). A jeśli do tego ktoś kupuje psa, jednocześnie mając narzędzia i wiedzę do pomocy psu adoptowanemu, uważam, że robi to nie tylko kierując się swoim egoizmem, ale i kosztem innych zwierząt, którym mógłby pomóc. Jednak, nie oceniam z góry osób które już zdecydowały się kupić psa, tak samo jak nie oceniam ludzi, którzy decydują się spłodzić dziecko (kto wie, może i mnie to drugie się kiedyś zdarzy, chociaż patrząc na to co się w tym momencie dzieje w naszym kraju to przerażająca perspektywa). Zdaję sobie sprawę, że możemy w życiu pozwalać sobie na pewien poziom egoizmu, który pomoże osiągnąć nam spełnienie czy szczęście. Ale o ile biologicznego rodzicielstwa nie odrzucam póki co na 100%, to kupno psa leży poza moją własną granicą dopuszczalnego egoizmu, ponieważ dotyczy niepotrzebnej ingerencji w inny gatunek niż własny. Dodam, że jeszcze rok temu nie miałam takich “radykalnych” poglądów na zakup psa, a jeszcze dwa lata temu sama przeglądałam hodowle Tollerów, chcąc kupić szczeniaka.

Łącząc przemyślenia o awersji z antynatalizmem – jak absurdalne jest sprowadzanie na świat psa w hodowli, a potem przyzwalanie na jego cierpienie, kiedy ktoś używa w stosunku do niego prądu czy kolców? W dodatku do nauki zachowań, które w żaden sposób nie są temu psu do szczęścia potrzebne? Tak, mam w tym momencie głównie na myśli psie sporty takie jak IPO i rasy takie jak owczarki niemieckie czy belgijskie.

Skoro już o psich sportach mowa… Nie, nie twierdzę, że sama idea treningu z psem jest nieetyczna. Możemy nauczyć nasze psy tak niesamowitych zachowań przy pomocy wzmocnienia pozytywnego: umiejętności przydatnych w życiu z nami w mieście, funkcjonowania wśród innych zwierząt i wśród obcych ludzi, zachowań potrzebnych u weterynarza. Możemy też trenować dla samej przyjemności ze wspólnej interakcji. Warunek konieczny: wzmocnienie pozytywne. Co widzimy w psich sportach (i to wcale nie tylko w IPO)? Brak podstaw teoretycznych o zasadach uczenia się, stosowanie kary negatywnej (“straty”) i wygaszania instrumentalnego prowadzące do frustracji, używanie kary pozytywnej i wzmocnienia negatywnego pod łatką “presji”, “korekty”, mentalistyczne tłumaczenia stanów wewnętrznych psów (“musi wiedzieć, że mu tak nie wolno!”). W takiej sytuacji trzeba zadać sobie pytanie: czy zachowanie, którego chcę nauczyć za pomocą wyżej wymienionych procedur jest niezbędne dla dobrostanu psa? Guess what, w przypadku psich sportów ZAWSZE odpowiedź będzie brzmiała “NIE”. Jak mawia dr. Susan Friedman, skuteczność to nie wszystko. Samo to, że możemy nauczyć jakiegoś zachowania, nie oznacza, że powinniśmy go uczyć za wszelką cenę. Wracając jeszcze na chwilę do kwestii kupowania psów, absurdem dla mnie jest kupowanie kolejnych psów “do sportu”, bo poprzedni się “nie sprawdził”.

Humane Hierarchy
Hierarchy of Procedures for Humane and Effective Practice

Częścią mojej etyki jest to, że jeśli nie potrafię zmodyfikować zachowania za pomocą pierwszych 3-4 “wyjazdów” na powyższej grafice to zamiast sięgać po kolejne procedury, zatrzymuję się i stwierdzam, że nie wiem jeszcze wystarczająco lub nie mam odpowiednich umiejętności. Jeśli zachowanie, które chcę poddać modyfikacji może zagrażać psu lub jego otoczeniu stosuję zarządzanie środowiskiem – przykładem w zależności od zachowania może być kaganiec, smycz, linka, bramki dla dzieci w domu. To JA dostosowuję swoje życie do psa za wszelką cenę. Zrobiłam tak z Ciri, zrobiłabym ponownie i uważam, że każda osoba decydująca się na psa powinna wziąć pod uwagę możliwość takiej sytuacji. Psy nie istnieją dla naszej przyjemności i na pewno nie po to, żebyśmy mogli je zabierać ze sobą do knajp, na spacer po Rynku i do galerii handlowych. A widziałam takie argumenty (głównie w anglojęzycznym internecie), że dzięki “pracy” z obrożą elektryczną pies może teraz “szczęśliwie” chodzić ze swoim opiekunem “wszędzie”, w najbardziej tłoczne miejsca. Czyje dobro i szczęście mamy w takiej sytuacji na uwadze?

Kiedy następny raz spotkam się z argumentem “obroże elektryczne ratują życie”, zapytam o realne statystyki porównujące liczbę eutanazji psów, które rehabilitowane były przy użyciu treningu za pomocą wzmocnienia pozytywnego z eutanazjami psów po metodach awersyjnych (jak Karolina pod tym postem). Chciałabym kiedyś takie rzetelne zestawienie przeczytać, bo jak na razie to jest tylko pusty argument wyciągnięty z tyłka. I tak, uważam, że lepiej psa poddać eutanazji niż ryzykować, że niebezpieczne zachowanie stłumione działaniem awersyjnych bodźców, kiedyś odpali się na nowo ze zdwojoną siłą (edit: miałam nadzieję, że to jest jasne, ale jednak nie jest. Mam na myśli psy, u których trening za pomocą technik nieawersyjnych nie zmienił zachowania, co może oznaczać albo, że trener nie miał wystarczających umiejętności albo, że pies ma jakieś ukryte problemy natury medyczne, które wpływają na jego zachowanie. Nie uważam, że powinniśmy usypiać wszystkie psy zachowujące się agresywnie, duh). Obroża elektryczna to nie alternatywa dla eutanazji! Zarówno trening za pomocą wzmocnienia pozytywnego, jak i pozostałych konsekwencji nie daje 100% pewności na temat tego, jak zachowa się druga, żyjąca istota. Zwierzę to nie jest zabawka na pilota. Co nie zmienia faktu, że według mojej etyki z kilku pierwszych akapitów, taka eutanazja to wciąż będzie wina człowieka. Może jednego, może kilku, a może po prostu ogólnie człowieka jako ludzkości.


Nie byłam w 100% gotowa na publikację tego tekstu, ale chyba nigdy nie będę. Jednocześnie chciałabym, żeby poniósł się jak najdalej, niosąc dobre (w moim mniemaniu) słowo. Z drugiej strony, nie jestem gotowa na pogardliwe nazywanie mojej etyki “ideologią” (szczerze przyznaję, że moja filozofia ma cechy ideologii, dlaczego to ma być coś złego?), nie jestem gotowa na polemikę, na którą już zabraknie mi komentarza, bo wszystko, co mogłam na ten temat napisać, jest w tym tekście. Napisałam ten tekst, żeby nie musieć się powtarzać, żeby widniał na blogu jako jasny manifest tego, o jaki standard w naszym podejściu do psów walczę i żeby pokazać, jak ważne jest posiadanie swojej ustanowionej etyki. Nie mam na celu nikogo na siłę przekonywać – pokazuję tylko mój, miejscami wkurwiony na to co się dzieje w psim świecie, punkt widzenia.

Zdjęcie tytułowe wykonane przez Asylum of Wind – Marcelina Dąbrowska.

Powiązane wpisy
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Copy link
Powered by Social Snap